Dwadzieścia minut z Agnieszką Holland

Gdy przyszła wiadomość, że znów jest nominacja do Oscara, co pani poczuła?

– No, ulgę, bo się bałam, że jej nie będzie. Poprzednim razem nie stał za mną cały naród, a tu nagle Bóg mi powierzył honor Polaków, tak więc była dużo większa presja.

holland

 A wtedy, ostatnim razem?

– Przy Europa, Europa wszystko było dużo bardziej skomplikowane. Film miał dość bogate życie w Stanach. Miał już na koncie, między innymi, Golden Globe czy nagrody stowarzyszeń krytyki amerykańskiej, więc było jasne, że wśród filmów tamtego roku jest takim, powiedzmy, 95-procentowym faworytem. Lecz Niemcy nie zgłosili go, a tylko oni mogli to zrobić. W związku z tym nie mógł być nominowany w kategorii filmów obcojęzycznych. Szef niemieckiej komisji oscarowej pozwolił sobie nawet na jakąś obrzydliwą wypowiedź w stylu: Ta polska Żydówka, nie będzie nam tu…, co wywołało oczywiście spory skandal, a zarazem dało dystrybutorom okazję do zrobienia szumu wokół tego filmu. Zrobili szum, i to jaki! Film dostał nominację za scenariusz, co się rzadko zdarza przy produkcjach obcojęzycznych. A sama nominacja? No, wiedziałam, że nie wygram.

 Minęło 45 lat od filmu Andrzeja Wajdy. Znów jesteśmy w kanałach. Jak pani myśli, uda się jeszcze raz zachwycić, poruszyć, zszokować świat?

– Dziś jest inny klimat, niż w tamtym czasie. Wtedy było dużo łatwej. Świat wyczekiwał na takie filmy. Dziś trzeba dużo szczęścia, by w ogóle zaistnieć w dystrybucji. Ale myślę, że mój film zaistnieje i dotrze do wielu ludzi. Już kupiło go kilkanaście krajów. W kolejce czekają następne.

 Nie chciała pani już wracać do tematu Holocaustu, a jednak…

– Jakoś zaczęło to za mną chodzić. Scenarzysta posyłał mi kolejne wersje, zaczęłam o tym myśleć coraz bardziej obsesyjnie, aż w końcu zdecydowałam, że muszę to zrobić. Ale był jeden problem. Nie wyobrażałam sobie tego filmu w języku angielskim. Moim warunkiem było, by zrealizować film w językach oryginalnie używanych przez bohaterów tej opowieści.

 Marek Edelman podobno nalegał, by zrobić film o takiej tematyce, bo sam coś takiego przeżył w bunkrze warszawskiego getta.

– Chciał, by pokazać, że tam działo się normalne życie, że ludzie byli namiętni, spółkowali ze sobą, że była obsesja kochania. O tym wszystkim napisał książkę I była miłość w getcie. Opowiadał mi zresztą, że nigdy potem ani przedtem nie miał tylu pań, co właśnie za czasów getta. Taki paradoks, miał najbujniejsze życie erotycznie właśnie wtedy, gdy śmierć szalała wokoło.

 Która książka miała na panią większy wpływ, Dziewczynka w zielonym sweterku czy W kanałach Lwowa?

– Dziewczynkę przeczytałam dopiero po skończeniu zdjęć. Wcześniej nie wiedziałam o jej istnieniu. Na szczęście scenariusz zawierał to, co w obu książkach można uznać za najważniejsze. Posiłkowałam się innymi materiałami historycznymi ze Lwowa oraz tak zwaną wyobraźnią empatyczną. We wspomnieniach Krystyny Chigier znalazłam kilka spraw znakomicie uzupełniających zawartą w filmie historię, ale było już za późno.

 Zielony sweterek Krysi Chigier znajduje się w Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie. Czy coś pozostało po Leopoldzie Sosze?

– Sweterek widziałam ostatnio, gdy byłam z filmem w Waszyngtonie. Niestety, po bohaterze mojego filmu pozostało głównie to, co napisali o nim inni. Syn Haliny Wind, jednej z uratowanych przez Sochę, otrzymał nawet nagrodę Pulitzera. No i jest grób Sochy w Gliwicach. Nie udało nam się znaleźć jego córki ani żony. Udało się za to dotrzeć do wnuków z kolejnego małżeństwa, bo jego żona ponownie wyszła za mąż. Ale najważniejsze, co zostało po nim, to tytuł Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.

 Jest w filmie scena kąpieli, podczas której żona tłumaczy Sosze, że Chrystus i Matka Boska byli Żydami. Prości ludzie naprawdę mało wtedy wiedzieli o Żydach…

– Jako dziecko miałam nianię, kobietę bardzo, że tak powiem, ekumeniczną. I to ona powiedziała mi kiedyś w wielkiej tajemnicy, że Chrystus był Żydem. Biegała do kościoła co tydzień w niedzielę, a polska teologia katolicka była w tej sprawie bardzo dyskretna. Wiedza prostych ludzi nie sięgała daleko.

 W tych kanałach funkcjonuje prawdziwa wieża Babel. Jak ci ludzie byli w stanie się porozumieć?

– Założyliśmy, że względnie się rozumieli. Polacy i Niemcy mieli największą barierę językową. Reszta dogadywała się jakoś. Jydisz i niemiecki mają sporo wspólnego. Z kolei Polacy i Ukraińcy rozumieli się doskonale, co pokazaliśmy w wielu scenach z udziałem Sochy i Bortnika. Wielu Żydów z dobrych domów studiowało czy to w Polsce, czy w Niemczech lub Austrii, mówili płynnie po polsku czy niemiecku. Biedni raczej posługiwali się jydisz. Ciekawa rzecz, Włosi czy Hiszpanie dubbingują wszystkie filmy wchodzące na ich ekrany. To dopiero będzie językowy chaos!

 Była pani z filmem W ciemności w wielu krajach. Jak był odbierany?

– Rzeczywiście, był pokazywany w Szwecji, Hiszpanii, Kanadzie, USA. Wszędzie na tak zwanych Q&A widzowie reagowali bardzo emocjonalnie. Dostał już kilka nagród na festiwalach, może nie najważniejszych, ale też nie byle jakich. Dostał nagrody publiczności, co było dla mnie wielkim zaskoczeniem, no bo zwykle nagrodę publiczności otrzymują filmy lżejsze. I nagle ludziom szalenie się podoba wchodzenie do kanału. I to przez dwie i pół godziny! Także w Polsce świetnie to zafunkcjonowało, co jest naszą największą radością. Nie spodziewałam się, że Polacy odbiorą tak głęboko ten film i że będzie on grany w multipleksach na równi z kasowymi przebojami. Mieliśmy lepsze wyniki niż najnowszy Sherlock Holmes czy ten… Kot w butach (śmiech).

 A jak Amerykanie? Nie obawia się pani, że film będzie dla nich za trudny, zbyt ciężki?

– W Ameryce będą to raczej pokazy w kinach studyjnych. Na multipleksy nie ma co liczyć. Wracając jeszcze do Polski. Ktoś opowiedział mi, jak to widzowie wychodzili z seansu z całymi kubkami popcornu, bo nie byli w stanie chrupać. Taki trochę surrealizm. Ten obraz najbardziej mi się podoba. Ludzie siedzą i nie są w stanie sięgnąć do tego kubka z popcornem.

This entry was posted in Filmowo. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>