Czasem dzieci grają dobrze i w polskich filmach

Prosta historia chłopca, który dziecięcymi sztuczkami zaklina rzeczywistość, próbując nagiąć ją do własnych potrzeb, podbiła już właściwie cały świat. Nie zaszkodzi, gdy podbije także Londyn i okolice. Z Andrzejem Jakimowskim, reżyserem „Sztuczek” (Tricks) rozmawia Jacek Ozaist.

jakimowski

Który ze swoich filmów lubi Pan najbardziej i dlaczego?

– Każdy film jest dla mnie wspomnieniem z jakiegoś okresu w życiu. Starsze wspomina się zawsze milej, gdyż pochodzą z okresu, gdy było się młodszym.

 W jakim stopniu filozofia ukształtowała Pana jako scenarzystę/reżysera?

– W niewielkim. Filozofii, która mnie interesuje, nie da się uprawiać w filmie. Czasem interesują się filozofią moi bohaterowie, np. Jasiek ze „Zmruż oczy”. Ale on też nie lubi o niej gadać, z Małą rozmawia o fizyce.

 Mówi się, że w hollywoodzkim kinie dzieci grają, w polskim jedynie są na ekranie? „Sztuczki” temu całkowicie zaprzeczają.

– Czasem dzieci grają dobrze i w polskich filmach. Na ogół dziecko zaangażowane do filmu myśli, że ma zachowywać się przed kamerą infantylnie. Trzeba mu tylko powiedzieć, że tak nie jest, i od razu jest lepiej. Dzieci naśladują też zachowanie aktorów z telenowel, bo jest to dla nich zwykle jedyny wzorzec aktorstwa. Jeśli im się powie, żeby tego nie robiły, to nie robią. Ale nie każdy rozumie, że trzeba je o to poprosić.

 Pochodzi Pan z Warszawy, studiował w Katowicach. Skąd to zainteresowanie prowincją i wiara, że tam właśnie dzieje się życie?

– Nie interesuję się prowincją bardziej niż wielkim miastem. Ale wielkie miasta są bardzo brzydkie, szczególnie w Polsce, i dlatego staram się ich unikać.

 Co Pan sądzi o systemie finansowania kina w Polsce? Jak Pan go obchodzi, produkując swoje filmy?

– System finansowania w ramach Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej jest OK, dlatego produkujac „Sztuczki” skorzystałem z niego. Ten system naśladuje rozwiązania z krajów wysoko ucywilizowanych. W Polsce problem polega na tym, że PISF nie ma żadnych partnerów zdolnych podjąć odpowiedzialnie produkcję filmu. W innych krajach taką rolę spełniają telewizje, a zwłaszcza kanały publiczne.

 Co dalej? Kolejny film widziany oczami dziecka? Jakie ma Pan plany?

– Planuję film, w którym bohaterka będzie miała ponad dwadzieścia lat, a bohater ponad trzydzieści, tak na oko przynajmniej. Ale przecież jakieś dziecko zawsze może się zaplątać na plan.

 Co Pan czuje, gdy kilka lat po premierze, gdy już obecność filmu przycicha, wchodzi on do kin w Wielkiej Brytanii?

– Od polskiej premiery nie minęły jeszcze dwa lata – to było 26 paźdzeirnika 2007 roku. Od tego czasu „Sztuczki” praktycznie nie schodzą z ekranów, bo ciągle gdzieś w Europie są grane. Np. w Irlandii były w kinach już chyba ponad rok temu.

 Czego Pan oczekuje od angielskiego widza?

Nie wiem, jak w Anglii, ale na kontynencie widzowie nie chcą spełniać niczyich oczekiwań. Rozumiem ich. Mam nadzieję, że film pozwoli im oderwać się od własnych spraw na chwilę i trochę zrelaksować.

 

This entry was posted in Filmowo. Bookmark the permalink.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>